piątek, grudnia 21

Patologie przedświąteczne

Dziś mam ochotę napisać o czymś co mnie bulwersuje każdego roku kiedy na zewnątrz zaczyna ładnie mrozić, dni stają się krótsze, choinki trzęsą się ze strachu, karpie w wannach beznamiętnie krążą w kółko. Wtedy wiadomo, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia.
Na wstępie przedstawię mój stosunek do Świąt - otóż jest on jak najbardziej pozytywny z wielu powodów. Zaczynając od tych najbłahszych - można zakosztować wielu tradycyjnych potraw, które na co dzień nie pojawiają się w naszych domach za często[czyż nie ?]. Drugim ważnym czynnikiem jest możliwość spotkania się z całą rodziną. Oczywiście nie twierdzę, ze każdy ma taką możliwość, ale oprócz świąt wszelkiego rodzaju i urodzin/imienin też nie widujemy się całym gronem. Bo w wigilię można razem śpiewać kolędy, rozmawiać, dzielić się opłatkiem, pójść na pasterkę. Dużo tego, no nie ?
Ale święta to przede wszystkim czas wyciszenia, rozmarzenia, podumania nad światem, samym sobą. To jest mój wymarzony obraz wigilii, który jednak skutecznie co roku zostaje tylko obrazem, wytworem dziwnej wyobraźni i chorobą.
Dużo kolejnych partyzanckich i staroświeckich wydarzeń kształtuje obraz naszych świąt jako kolejny powód do umycia okien, wytrzepania dywanów lub wystawienia się i przy okazji wyczyszczeniu portfela. Teraz po kolei przedstawię dowody na to, że to wszystko jest bezsensu, bo jest i zawsze będę tak myślał.
A zacznę od rzeczy najświeższej, bo dzisiaj po południu miałem wątpliwą przyjemność trzepania dywanów na zasyfionym trzepaku pod śmietnikiem, który jest bardzo popularny chyba ze względu na centralne położenie względem całego blokowiska. To chyba przyczynia się do tego, że trzepacze amatorzy, spragnieni wysiłku, rokrocznie odwiedzają ten kurort w poszukiwaniu sławy i zazdrosnych widoków wszystkich mieszkańców wioski."O!, zawodnik pewnym krokiem porusza się w stronę strefy 0, gdzie czeka już na niego uprzednio zabłocony kawał żelastwa". Nie mniej pewnym ruchem trzepaczki uderza zręcznie w obciekający kurzem dywan, po czym mniej pewnym ruchem kaszle i wypluwa cały nagromadzony w gardle pył. Ale on wie, że dzięki temu może stać się zauważonym przez tenisowych lub squashowych łowców talentów. Oby, niech chociaż jedna korzyść wypłynie z takich działań.
Gdyż żadnej następnej nie widzę. Dywan równie dobrze można wyprać w domu, wyczyścić chemicznie, no ale poco ?...przecież tuż po kolacji wigilijnej będzie on w jeszcze gorszym stanie niż przed. A różnicy to ja optycznie nie widzę, nawet po 10 minutowym, intensywnym jak cholera trzepaniu xD. Ja się tego nie brzydzę ani wypieram, bo muss to muss, to chyba jedna z naszych polskich tradycji świątecznych, więc posłusznie ją kultywuję.
Tak jak następną z bogatego wachlarza świątecznych zabiegów czynność - mycie okien. Tu powiem szczerze, należy ona od nie pamiętnych czasów do konkurencji sportowej moje mamy, za co oddaję jej szacunek. Oczywiście mycie okien jest konieczne, ale od czasu od czasu! i tylko wtedy gdy np. ptaszek pomyli blaszany daszek z toaletą i zrobi fu. Albo w locie zruci zieloną minę wprost na moje okno [ śmiem twierdzić że gołębie prowadzą między swoim gatunkiem swoistą wojnę, bo ostatnio przeginają...no chyba że upatrzyły sobie moje okno jako najładniejsze].
Wracając do mycia okien - uważam , że spokojnie można wybrać inny termin, bo przecież na święta jest jeszcze masa innych zadań, np. trzeba zagonić całą rodzinę do zakupów.
W tym miejscu powiem tak : to niby jest konieczne, ale pod warunkiem, że zachowa się pewien bezpieczny umiar. W bardzo łatwy i zarazem najlepszy sposób można rozwiązać cały problem. Niech to zabrzmi jak swego rodzaju nauka. Jeżeli masz możliwość spędzenia świąt z rodziną i jeżeli nie jest was mało, to czemu nie zrobić wspólnej, składkowej wigilii . Dzięki temu nie tylko zaoszczędzisz masę pieniędzy, ale sprawisz, że święta będą przeżyciem!, ciepłym spotkaniem, gdzie wszelkiej maści rybki i grzybki będą tylko tłem, ważnym dodatkiem w kontemplacji i radosnym przeżywaniu narodzin Boga.

I tak wiem, że to co napisałem to rzeczy oczywiste, ale tak siebie sam przekonuję, że zastosuję się kiedyś do własnego przepisu na udane święta, choć nie wiem co mnie w życiu spotka. Może nie będę miał pieniędzy na normalną wigilię i wtedy będę musiał czymś zająć swój czas. Może wyjadę i znajdę się w miejscu gdzie tradycje będą chowane tylko w sercach a ludzie zabiegani. Może jednak odnajdę spokój w tym pięknym okresie. Wtedy usiądę z najbliższymi wygodnie na kanapie, popatrzę jak wokół tańczą zabiegane masy ludzkie i szukają czegoś bezustannie. Wtedy zaparzymy sobie herbaty i będziemy rozmawiali. Będą to rozmowy o nas samych, o miłości i o Bogu, który przychodzi na świat by nas zbawić i tchnąć w nas miłość. Zapomnę się wtedy na dłuższą chwilę...

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

W sporej części zgadzam się z Tobą. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie sprzątają akurat na święta. Przecież każdy inny dzień też jest dobra, a święta tak się odbędą, nawet pomimo nieumytych okien. A świat się nie zawali, jeśli dywany nie zostaną wytrzepane, odkurzone i jeszcze wyszorowane ze szkodą dla palców córki. Moja mama chyba tego nie rozumie.
Ja jakoś nie mam zapędów do bardzo rodzinnych świąt, zadumy i tym podobnych. Chciałabym po prostu posiedzieć w domu, porozmawiać sobie z rodziną, niekoniecznie spędzając z nimi każdą minutę świąt, pobyć przez chwilę sama w ciszy we własnym pokoju, wiedząc, że nikt nie przyjdzie, nie będzie mi przeszkadzał, a nawet po prostu siedział obok (skutki internackiej traumy). I najbardziej właśnie cieszę się na to lenistwo, ciszę i spokój.

O bibliografii pomyślę później;)

Anonimowy pisze...

zgadzam się...u nas na kilka dni przed świętami zaczyna się gotowanie, pieczenie, smażenie i krojenie...nie uznajemy gotowców ze sklepu. na kilkadziesiąt minut przed wigilijną kolacją jeszcze trzeba umyć podłogę w kuchni i na korytarzu, potem szybko się przebrać i siąść przy stole będąc ze zmęczenia czerwonym na twarzy, z myślą: "kiedy to się wreszcie skończy i będę mogła iść spać", potem życzenia, gdzie każdy mówi to samo, no a poza tym to tylko słowa, moim zdaniem beznadziejny zwyczaj...chociaż i tak mam lepiej od was, w tym roku okien nie myliśmy, a dywany będą tylko odkurzane...

Anonimowy pisze...

a ja tam uwazam ze takie sprzatanie jest dobre, zastanowcie sie czy zrobilibyscie te rzeczy gdyby nie bylo swiat....ja nie bo nie mam motywacji a tak przynajmniej raz do roku robie porzadek w szafkach szufladach itp. poza tym ja bez tego sprzatania harowania gotowania trzepania dywanow czy mycia okien w ogole bym tych swiat nie czula....a tam mam swiadomosc ze moge juz nic nie robic...czy to nie cudowne?:)

Anonimowy pisze...

Znana ma rację. W dodatku miło jest usiąść sobie w pokoju w którym wiemy(po czasami tego nie widać;) ) że posprzątaliśmy.

Szkoda że nie napisałeś więcej o aspekcie duchowym świąt, byłby pretekst do małej wymiany zdań ;)

parachutist pisze...

a co jeśli się regularnie sprząta co tydzień ?..w swoim pokoju oczywiście

No bo w syfie to ja nie lubię pracować :D

O aspekcie duchowym nie napisałem, bo każdy powinien się odnaleźć tak sądzę, a jeżeli ktoś jest ateistą no to cóż, odpoczął sobie przynajmniej :)

Anonimowy pisze...

czy sugerujesz ze ja mieszkam w syfie??:)chodzilo mi raczej o takie generalne porzadki, takie ktorych nie robi sie co tydzien,bo nie mow mi ze np.co tydzien wyrzuasz wszystko z szuflad... a poza tym chodzilo mi o bardziej przenosny sens...

parachutist pisze...

znana -> to nie było o Tobie broń Boże :)przecież wiem w jakim czystym i ładnym domu mieszkasz ;p
Chodzi mi generalnie o sam fakt mojego sprzątania w pokoju, w szafkach ogólnie nie grzebię bo boję się, że wydostaną się z nich bliżej nie znane mi istoty , które z pewnością tam się zalęgły..