Dużo rzeczy się dzieje w moim życiu, parę dni temu wraz z moją zajebistą [:D] grupą MŁODZIEŻOWY LIDER byliśmy autorami wernisażu naszego projektu, który miał miejsce w naszym iławskim kinie. Zainteresowani wiedzą o co chodzi a reszta niech żałuje, że nie była xD
Poza tym już jakiś czas jestem szczęśliwym nabywcą nowego DvD Incubusa, które jest równie zajebiste i warte obejrzenia w 100%, nie jest też stosunkowo drogie. Wiecie, ja jestem pewnym maniakiem koneserem a już jednej oryginalnej płyty id czasu do czasu sobie nie odmówię. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach to hobby jest praktykowane przez niewielu, drogie płyty, dostęp do neta itp. Ja nie wiele płyt oryginalnych posiadam, ale jednak, warto jednak być choć czasem uczciwym w stosunku do artystów..tak sobie myślę :)
Moje wiersze pozwalam wam kopiować
i rozpowszechniać a i owszem :)
„Teardrop After The Sunset”
Po zmierzchu w tajemnym ogrodzie
Spotkały się gniew i ubolewanie.
Chcąc, nie chcąc stanęły w rzędzie,
Zaczęło się odliczanie.
I tak w księżycowym blasku
Wędrówkę zaczyna jeden z pięknych chwastów-
Zatacza dwa koła, jak wprzód, tak i w tył.
Na kwiatach osadza się kurz i pył,
W końcu wyrównał Pan gniew do krawędzi.
Tymczasem dochodzi nas tumułt kamieni,
Powietrze ustaje, niebo się zieleni,
Jęk jakiś żałosny, niemodna rozpacz,
Świdrują kamienie i złoci się postać
Ubolewania, co świat już obieżył.
Lecz koniec końców wszystko ustąpiło,
Ugaszono ogień, zapał przytłumiło
Zebranie, w kręgu liczą ciągle starty,
Tak, jak to zwykli byli robić przed laty.
Harmonia zaszyła się w tej monotonii,
Z oddala przybył nagle strudzony wędrownik.
Spragniony wielu rzeczy ważnych i tych niecnych.
'Tu ziemia jest moja, a tam zwykłem mieszkać'
Lecz na miejscu jezior dziś mieści się przepaść.
Od wysuszonej materii, co za dnia bulgotała,
A w nocy wraz z duszą świtu wciąż czekała.
Dumała i powracała,
W myślach wciąż blasku szukała.
Zagościła duma w lesie,
Pan, co przybył szukać szczęścia
Wyprawił się rankiem nad rzekę.
Przemierzył trzy pola i strumyk
I wszędzie pozostawił rzemyk-
Z nawyku : bo wie, że nie wróci.
W ogrodzie liczono namiętnie,
Na gościa czekano odświętnie,
Z nadzieją na rychłą rozpacz.
I stało się pewnej nocy :
Pan Miłosz w labirynt wkroczył.
Nie widząc nic, poza chwilą
Tam smutek też czekał cierpliwie
Na pana, co wkrótce zaginie
W morzu niedorzeczności.
Ubolewanie się zawahało.
Czy warto wchodzić, gdzie dwóch już siedziało ?
Na moment przysiadło i zapłakało.
Ten ogień z pochodni wędrowca
Stopniowo wygasa, taka jego rola
Umiera, lecz zrodzi się wkrótce.
Po zmierzchu w tajemnym ogrodzie
Spotkały się gniew i ubolewanie.
Zamknięte w labiryncie życia,
Skąd nikt się nie wydostanie.
A Miłosz obudził się rankiem,
Spakował rzemyki i polne kamyki.
I torbę napchaną złudzeniem.
Wyruszył na powrót, w nieznane.
P.S : utwór i całego posta dedykuję mojej siostrze Agacie, która jutro ma urodziny. Wszystkiego najsłodszego!




3 komentarze:
Żałuję, że mnie nie było na wernisażu...Oj, żałuję...
Wiersz jak najbardziej dobry, a nawet bardzo dobry.
Agato! Wszystkiego najlepszego (mimo, że dobrze się nie znamy).
Dziękuję Ci bardzo braciszku :D
Wiersz jak zwykle świetny..
Wernisaż też wam się udał...
:))
pozdrawiam
jak się mamy? już lepiej :)
wiersz bardzo mi się podoba. ;)
Prześlij komentarz