czwartek, grudnia 27

W cichym kręgu samotności

W cichym kręgu samotności [„Love As A Verb”]


Móc zmierzyć twą temperaturę
Tak namiętnie i tak czule
Usunąłbym wszelkie bóle


Lecz wiem, że mrok wywiał złudzenia
W myślach przywołuję wspomnienia


Usłałem dziś łoże dla dwojga
W milczeniu dotykam twe biodra
Tysiące malutkich obrazków
Topnieje wciąż w oczu Twych blasku


Te same ucięte obrazki
Zaciskam, bo nie chcę ich stracić
W gorącym strumieniu mej złości
W tym cichym kręgu samotności


Choć w puchu stąpamy twardo, to
Blask jeziora przebija okno
Strumieniem wlewane zdumienie
Tym razem wypłynę na głębię


Wtem żarem zbudziwszy zalany,
Podchodzę swym krokiem nieśmiałym.


Wędrują dwa cienie po ścianie,
W półmroku swych wierzeń zastane.


Dotykiem niewinnym naćpane
Ustały i nie chcą iść dalej
Przeciągasz mnie krokiem swobodnym
W twym tańcu magicznym, frywolnym


I czuję, jak z tyłu mnie chwyta
Zacięta miłością kobieta
Mój wzrok ginie w Jej serca biciu
Zamieram w tym pięknym przeżyciu


Ponownie zabieram się z bólem
By zmierzyć Twą temperaturę
I mierzę, dokładnie, ukryty
Walory tej pięknej kobiety...


Ryzyko - ponosisz je sama :
Jest szansa, że doczekam rana


A tysiąc lat później w niebie
Choć!, znów pocałuję Ciebie
Niech sprawię, że świat oszaleje











P.S : Dziś prezentuję wam mój nowy wiersz i całkiem świeżą inspirację którą odkryłem na platformie last efem. Otóż w wigilię wigilii Bożego Narodzenia zachciało mi się odnaleźć jakiś nowy zespół, posłuchać jakiegoś nowego, fajnego numeru. Po prostu fajnie spędzić czas.
Wynik : 4 nowe bardzo dobrze rokujące grupy i jeden dj, w sumie ponad 15 kawałków :D
Z tego tytułu aż mnie duma rozpiera , a wniosek jest jeden : trzeba poszukiwać nowych nurtów muzycznych, tym samym rozwijając się muzycznie

Pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku 2008 !

piątek, grudnia 21

Patologie przedświąteczne

Dziś mam ochotę napisać o czymś co mnie bulwersuje każdego roku kiedy na zewnątrz zaczyna ładnie mrozić, dni stają się krótsze, choinki trzęsą się ze strachu, karpie w wannach beznamiętnie krążą w kółko. Wtedy wiadomo, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia.
Na wstępie przedstawię mój stosunek do Świąt - otóż jest on jak najbardziej pozytywny z wielu powodów. Zaczynając od tych najbłahszych - można zakosztować wielu tradycyjnych potraw, które na co dzień nie pojawiają się w naszych domach za często[czyż nie ?]. Drugim ważnym czynnikiem jest możliwość spotkania się z całą rodziną. Oczywiście nie twierdzę, ze każdy ma taką możliwość, ale oprócz świąt wszelkiego rodzaju i urodzin/imienin też nie widujemy się całym gronem. Bo w wigilię można razem śpiewać kolędy, rozmawiać, dzielić się opłatkiem, pójść na pasterkę. Dużo tego, no nie ?
Ale święta to przede wszystkim czas wyciszenia, rozmarzenia, podumania nad światem, samym sobą. To jest mój wymarzony obraz wigilii, który jednak skutecznie co roku zostaje tylko obrazem, wytworem dziwnej wyobraźni i chorobą.
Dużo kolejnych partyzanckich i staroświeckich wydarzeń kształtuje obraz naszych świąt jako kolejny powód do umycia okien, wytrzepania dywanów lub wystawienia się i przy okazji wyczyszczeniu portfela. Teraz po kolei przedstawię dowody na to, że to wszystko jest bezsensu, bo jest i zawsze będę tak myślał.
A zacznę od rzeczy najświeższej, bo dzisiaj po południu miałem wątpliwą przyjemność trzepania dywanów na zasyfionym trzepaku pod śmietnikiem, który jest bardzo popularny chyba ze względu na centralne położenie względem całego blokowiska. To chyba przyczynia się do tego, że trzepacze amatorzy, spragnieni wysiłku, rokrocznie odwiedzają ten kurort w poszukiwaniu sławy i zazdrosnych widoków wszystkich mieszkańców wioski."O!, zawodnik pewnym krokiem porusza się w stronę strefy 0, gdzie czeka już na niego uprzednio zabłocony kawał żelastwa". Nie mniej pewnym ruchem trzepaczki uderza zręcznie w obciekający kurzem dywan, po czym mniej pewnym ruchem kaszle i wypluwa cały nagromadzony w gardle pył. Ale on wie, że dzięki temu może stać się zauważonym przez tenisowych lub squashowych łowców talentów. Oby, niech chociaż jedna korzyść wypłynie z takich działań.
Gdyż żadnej następnej nie widzę. Dywan równie dobrze można wyprać w domu, wyczyścić chemicznie, no ale poco ?...przecież tuż po kolacji wigilijnej będzie on w jeszcze gorszym stanie niż przed. A różnicy to ja optycznie nie widzę, nawet po 10 minutowym, intensywnym jak cholera trzepaniu xD. Ja się tego nie brzydzę ani wypieram, bo muss to muss, to chyba jedna z naszych polskich tradycji świątecznych, więc posłusznie ją kultywuję.
Tak jak następną z bogatego wachlarza świątecznych zabiegów czynność - mycie okien. Tu powiem szczerze, należy ona od nie pamiętnych czasów do konkurencji sportowej moje mamy, za co oddaję jej szacunek. Oczywiście mycie okien jest konieczne, ale od czasu od czasu! i tylko wtedy gdy np. ptaszek pomyli blaszany daszek z toaletą i zrobi fu. Albo w locie zruci zieloną minę wprost na moje okno [ śmiem twierdzić że gołębie prowadzą między swoim gatunkiem swoistą wojnę, bo ostatnio przeginają...no chyba że upatrzyły sobie moje okno jako najładniejsze].
Wracając do mycia okien - uważam , że spokojnie można wybrać inny termin, bo przecież na święta jest jeszcze masa innych zadań, np. trzeba zagonić całą rodzinę do zakupów.
W tym miejscu powiem tak : to niby jest konieczne, ale pod warunkiem, że zachowa się pewien bezpieczny umiar. W bardzo łatwy i zarazem najlepszy sposób można rozwiązać cały problem. Niech to zabrzmi jak swego rodzaju nauka. Jeżeli masz możliwość spędzenia świąt z rodziną i jeżeli nie jest was mało, to czemu nie zrobić wspólnej, składkowej wigilii . Dzięki temu nie tylko zaoszczędzisz masę pieniędzy, ale sprawisz, że święta będą przeżyciem!, ciepłym spotkaniem, gdzie wszelkiej maści rybki i grzybki będą tylko tłem, ważnym dodatkiem w kontemplacji i radosnym przeżywaniu narodzin Boga.

I tak wiem, że to co napisałem to rzeczy oczywiste, ale tak siebie sam przekonuję, że zastosuję się kiedyś do własnego przepisu na udane święta, choć nie wiem co mnie w życiu spotka. Może nie będę miał pieniędzy na normalną wigilię i wtedy będę musiał czymś zająć swój czas. Może wyjadę i znajdę się w miejscu gdzie tradycje będą chowane tylko w sercach a ludzie zabiegani. Może jednak odnajdę spokój w tym pięknym okresie. Wtedy usiądę z najbliższymi wygodnie na kanapie, popatrzę jak wokół tańczą zabiegane masy ludzkie i szukają czegoś bezustannie. Wtedy zaparzymy sobie herbaty i będziemy rozmawiali. Będą to rozmowy o nas samych, o miłości i o Bogu, który przychodzi na świat by nas zbawić i tchnąć w nas miłość. Zapomnę się wtedy na dłuższą chwilę...

poniedziałek, grudnia 17

Silence!....I Kill You!

Heloo
Jakiś czas temu panowała na moim blogu tradycja wrzucania wybranych przeze mnie klipów, dziś wskrzeszam owy nawyk i oto winduje przed wami dzieło nocnego przesiadywania przed telewizorem...i Ahmed, którego poznałem przed lekcją PP.
Tak sobie myślę, że kurcze w szkole powstało dużo moich zaczątków wierszy. Chociażby takie " w cichym kręgu samotności - exodus", 3/4 wiersza pochodzi z lekcji..
Nie pytajcie mnie jak to jest możliwe..sam nie poznałem źródła takiego zachowania
Dobra to ja wklejam linki, wiersz i spadam. A co. Piszę :D



„W tej samej nucie”


Marznę
W samym środku wulkanu
W płaczu wybuchów palących
W morzu erupcji emocji
I stało się tak jak chciałem


W powietrze znów wyleciałem
Dwie wioski doszczętnie zalałem
Gorącą afirmacją
Subtelną radością że jestem
I żyłem miłością


A skutki ?
Oprócz zalanych wiosek
Wiersz znowu niemrawy
Za krótki...








czwartek, grudnia 13

Seria fortunnych wydarzeń

Cześć, jak się macie?. Niniejszym, pielęgnując zacną właściwość bloga, który też czasem powinien być "życiowy" kolejny post traktuję swobodnie, ot tak.
Dużo rzeczy się dzieje w moim życiu, parę dni temu wraz z moją zajebistą [:D] grupą MŁODZIEŻOWY LIDER byliśmy autorami wernisażu naszego projektu, który miał miejsce w naszym iławskim kinie. Zainteresowani wiedzą o co chodzi a reszta niech żałuje, że nie była xD
Poza tym już jakiś czas jestem szczęśliwym nabywcą nowego DvD Incubusa, które jest równie zajebiste i warte obejrzenia w 100%, nie jest też stosunkowo drogie. Wiecie, ja jestem pewnym maniakiem koneserem a już jednej oryginalnej płyty id czasu do czasu sobie nie odmówię. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach to hobby jest praktykowane przez niewielu, drogie płyty, dostęp do neta itp. Ja nie wiele płyt oryginalnych posiadam, ale jednak, warto jednak być choć czasem uczciwym w stosunku do artystów..tak sobie myślę :)

Moje wiersze pozwalam wam kopiować
i rozpowszechniać a i owszem :)

„Teardrop After The Sunset”


Po zmierzchu w tajemnym ogrodzie
Spotkały się gniew i ubolewanie.
Chcąc, nie chcąc stanęły w rzędzie,
Zaczęło się odliczanie.


I tak w księżycowym blasku
Wędrówkę zaczyna jeden z pięknych chwastów-
Zatacza dwa koła, jak wprzód, tak i w tył.
Na kwiatach osadza się kurz i pył,
W końcu wyrównał Pan gniew do krawędzi.


Tymczasem dochodzi nas tumułt kamieni,
Powietrze ustaje, niebo się zieleni,
Jęk jakiś żałosny, niemodna rozpacz,
Świdrują kamienie i złoci się postać
Ubolewania, co świat już obieżył.


Lecz koniec końców wszystko ustąpiło,
Ugaszono ogień, zapał przytłumiło
Zebranie, w kręgu liczą ciągle starty,
Tak, jak to zwykli byli robić przed laty.


Harmonia zaszyła się w tej monotonii,
Z oddala przybył nagle strudzony wędrownik.
Spragniony wielu rzeczy ważnych i tych niecnych.


'Tu ziemia jest moja, a tam zwykłem mieszkać'
Lecz na miejscu jezior dziś mieści się przepaść.
Od wysuszonej materii, co za dnia bulgotała,


A w nocy wraz z duszą świtu wciąż czekała.
Dumała i powracała,
W myślach wciąż blasku szukała.


Zagościła duma w lesie,
Pan, co przybył szukać szczęścia
Wyprawił się rankiem nad rzekę.


Przemierzył trzy pola i strumyk
I wszędzie pozostawił rzemyk-
Z nawyku : bo wie, że nie wróci.


W ogrodzie liczono namiętnie,
Na gościa czekano odświętnie,
Z nadzieją na rychłą rozpacz.


I stało się pewnej nocy :
Pan Miłosz w labirynt wkroczył.
Nie widząc nic, poza chwilą


Tam smutek też czekał cierpliwie
Na pana, co wkrótce zaginie
W morzu niedorzeczności.


Ubolewanie się zawahało.
Czy warto wchodzić, gdzie dwóch już siedziało ?
Na moment przysiadło i zapłakało.


Ten ogień z pochodni wędrowca
Stopniowo wygasa, taka jego rola
Umiera, lecz zrodzi się wkrótce.


Po zmierzchu w tajemnym ogrodzie
Spotkały się gniew i ubolewanie.
Zamknięte w labiryncie życia,
Skąd nikt się nie wydostanie.


A Miłosz obudził się rankiem,
Spakował rzemyki i polne kamyki.
I torbę napchaną złudzeniem.
Wyruszył na powrót, w nieznane.


P.S : utwór i całego posta dedykuję mojej siostrze Agacie, która jutro ma urodziny. Wszystkiego najsłodszego!

sobota, grudnia 8

Light Grenades vol2 : A KISS TO SEND US OFF



AKTSUO to bardzo dobry utwór. Zagrany na żywo jeszcze bardziej potwierdza swoją jakość, jest jednym z tych "pewniaków"koncertowych w dorobku Incubusa.
Zabierając się do pisania musiałem przetłumaczyć parę słówek, co jest doskonałą okazją do poznania tekstu na wskroś. Polecam więc każdemu takie zabawy, bo czasami wręcz nie jesteśmy świadomi o czym jest mowa, a jak wiadomo w muzyce rockowej tekst liczy się na równi wraz z muzyką.
Enjoy Incubus!..po raz n-ty :D



"A Kiss To Send Us Off"

Meet me here
On November 11th, come alone
Bring your mouth
And selective irreverence
We'll both see stars, just

ONE!
MORE!
Tongue!
Kiss before the sky falls
Out
From
This cloud we're hovering on

A kiss to send us off
A kiss to send us off
A kiss to send us off!

Kill your doubt
With the coldest of weapons
Confidence
No more words, OOooooooooo
Just the sound of resplendent
Tongues colliding

ONE!
MORE!
Tongue!
Kiss before the sky falls
Out
From
This cloud we're hovering on

A kiss to send us off
A kiss to send us off!
A kiss to send us off
A kiss to send us off
A kiss to send us off!

Here I am, there you are
On a wire connecting our hearts
Theres a string, and it's tied, to a kite
Theres a storm, in the sky
Now the clouds become electric
There you are, here I am
Could I
Have!

A kiss to send us off
A kiss to send us off
A kiss to send us off!
A kiss to send us off
A kiss to send us off
A kiss to send us off!
A kiss to send us off
A kiss to send us off
A kiss to send us off!
A kiss to send us off
A kiss to send us off
A kiss to send us off!


Cóż można powiedzieć o tym tekście, prócz tego że jego największą zaletą jest typowa dla Incubusa malarskość. I tak osoba mówiąca znajduje się w niebywałej sytuacji, w sytuacji bez racjonalnego wyjścia, ale po kolei.
Stojąc na krawędzi uczuć, osoba liryczna jest tak jakby pomiędzy miłośćią, silnym uczuciem z przeszłości, a brakiem sił które pozbawiają go dalszej walki. To niezdecydowanie sprawia, że poddaje się każdemu słowu i każdemu czynu które poleci mu druga osoba, jest tak jakby obojętny na los. Jednakże chce aby koniec wspólnej drogi, przygody z ukochaną zwieńczył jeszcze jeden pocałunek, by potem odprawić z kwitkiem najbliższą, która zaś odprawi jego, lub nie...
W tym momencie pojawia się pytanie, jak zakończy się owa przygoda..kompozycja otwarta zachęca do wytworzenia własnego zakończenia.
Lecz należy pamiętać, Love Hurts...

poniedziałek, grudnia 3

Light Grenades vol1 : QUICKSAND

To było jak odnalezienie nowej drogi. Wirtualna podróż w muzycznych marzeniach która miała się skończyć i urzeczywistnić. Incubus zaatakował mnie po raz pierwszy na zimę 2006 r. Po bodaj
7-krotnym przesłuchaniu pierwszej piosenki pt. "Dig", nastąpiła cisza. Bo nie wiedziałem, że taka muzyka istnieje, byłem gotów uwierzyć, iż tajemnicze dźwięki pochodzić muszą z odległej planety, a już na pewno nie z Ameryki.
Po pierwszym ataku nastąpiła seria Świetlnych Granatów. Przebojowa mieszanka tego "nowego" Incubusa oraz hołd prostocie starszych kawałków z "S.C.I.E.N.C.E." lub "ACLOTM".Dziś nie napiszę już nic ani o Incubusie jako zespole ani o zawartości muzycznej krążka "Light Grenades".


Na tapetę wrzucam natomiast warstwę tekstową każdej piosenki z tego albumu. Zapytacie pewnie dlaczego?- otóż uważam, że jest to jeden z moich nielicznych albumów, zawierających tak trafne porównania, wskazówki, prawdy rządzące światem.Pozwólcie, że podaruję sobie tłumaczenie na polski, wierzę w wasze zdolności językowe :)

1.Quicksand

"OK… now the monster is awake.
It won’t rest until there’s nothing left.
Maybe ever & anon
I forget about the pain.
Someone bending light comes along
& flowers lean towards the sun.
Some people fall in love & touch the sky
Some people fall in love & find quicksand.
I hover somewhere in between… I swear…
I can’t make up my mind."

Quicksand rozpoczyna album powolnym intrem, trudno tu na początku odnaleźć słowa, co w późniejszej fazie jest już dziecinnie proste. Już w pierwszych linijkach osoba liryczna zarzeka się, że nie poprzestanie póki nie wypełni jakiejś "misji". W moim odczuciu całe "Light Grenades" jest misją mającą na celu poszukiwanie nie tylko nowych dźwięków.
tekst z pewnością dotyczy miłości, zatracaniu się w niej do końca. Miłość przynosi nam blask, sprawia, że czujemy jakbyśmy dotykali nieba, nie chcemy pozostać na ziemskim padole, chcemy czuć. A jednak z czasem zatracamy pewność siebie, czujemy jak coś :"wciąga" nas, nie możemy się temu poddać..przykre ale realne
Dlatego nie należy przesadzać i stawiać się w niewygodnej pozycji już na początku związku...

Pamiętajcie, że to tylko i wyłącznie moja opinia i że wskazana jest w tym przypadku polemika, wręcz błagam w as o taką :D. Czasami myślę, że zgadzacie się ze wszystkim co piszę, a to oczywiście jest niemożliwe. jak to zgrabnie określił kolega Alek[ którego z tego miejsca pozdrawiam i zapraszam na barszcz z wyciągiem] "opinia jest jak dupa - każdy ma swoją".

peace!, następnym razem zajmę się "A Kiss To Send Us Off"

niedziela, grudnia 2

Viotrar vel til lofta'ra'sa



"dzieckiem być"

Przestraszyłem się.
Jak dziecko schowane w kącie,
Z lalką już wytartą, z chusteczką,
Co zniosła lawinę łez czystych.

Magia, widzę ją przez okno,
Siedząc na parapecie,
Dążenia donikąd,
Zdumione dziecię.

Hej duży czarny człowieku!
Wciąż chwytam cię za nogawkę,
Wciąż mówię do ciebie, a ty?
Zgubiłeś się, lecz
Czy chcesz coś znaleźć ?
Tak, wiem że mnie rozumiecie.
Ja mówię, a wszyscy patrzą.
Gdy płaczę, to czuję, że niebem
Są ręce, wtulam się chętnie,
Więc lubię płakać często.
Niech inni wciąż na mnie patrzą.

Sparzyłem się ciężkim ekranem,
Co stoi na miejscu poważnym.
Nie można go ruszyć, bo boli.
Nie lubię wtedy mego płaczu.

Czasami wierzgam też w myślach,
Gdy siedzę w mym kącie cudownym,
Gdy obraz mój obcieka krwią,
Wtedy lubię zamykać oczy.


Raz posłuchałem pudełka,
Co rankiem budziło i w nocy usypiało-
Tam ludzie skakali z balkonów,
Przebrani w kochaną tajemniczość.

Znów siedzę w kochanym kącie,
Ta sama, wytarta lalka.
Wiatr dmucha i straszy też innych-
Dlaczego wciąż pustka i walka?
Dlaczego znów nikt mnie nie słucha?
A wiatr wciąż dmucha i dmucha?
Dlaczego gdy płaczę, to..cóż
Dlaczego mój płacz jest czarny?
A kiedy zasypiam już
Dlaczego wciąż czuję jak spadam w dół ?...




Dlaczego wybrałem akurat taki teledysk?
-Bo coś w nim jest
-Sigur Rós
-dziecko...

P.S. : Sorry za długą absencję, wynagrodzę mam nadzieję fajnym cyklem, który już niedługo na moim blogu, powodzenia na próbnej maturze 4 those chosen :)