piątek, marca 28

Wiosna...zdecydowanie

„Filmografia”


W starym kinie...
Szeptali dawnej, nie powiem
Potupując na ostrym mrozie
Panie i mości panowie

Rok bodaj dwudziesty szósty
Pamiętam...Greta Garbo
W tym miejscu nie czuwał akustyk,
Gdy bracia chwytali swe gardła.
Zauroczenie jak przyszło,
Tak prędko odeszło do szafy.
Przygrywka na fortepianie...
Papierki po czekoladzie...

I nastał pamiętny wrzesień
Dwudziestego dziewiątego
Huczały plakaty na mieście
A ja...w niemym geście
Wzrok na pożółkłe płótno!
Gdzie chwile magicznych uniesień-
Pocałunek...i rozczarowanie
I zimno było...i smutno.

A teraz Królowa Christina
W orszaku, z gracją - panowie
Podajmy skórzane fotele!
Niech słowa złego nie powie
Tak było w trzydziestym trzecim,
A czas jak leciał, tak leci
Żal wracać pamięcią...lecz...cóż
Po filmach pozostał...kurz.


Naładowałem wczoraj swoje, ostatnio mocno rozładowane akumulatory i uporządkowałem nadszarpane nerwy. Nawet nie pytajcie z jakiego powodu..sam nie wiem[kurna zaczynam gadać jak Emo 0_0]. Whatever. No ale w każdym z nas cząstka emo jest i wstać kto zaprzecza...nie widzę sprzeciwu, dziękuję do widzenia.

No może jeszcze nie do widzenia. Na Maku było cudownie, jak ja lubię tam przychodzić. Samo miejsce to tak jakby klinika terapeutyczna medycyny XXI wieku, opierającej się na rozmowach, interpretacjach, a...więcej nie będę mówił żeby wam smaku nie narobić biedne dzieci internetu :)

Ale jedna fraza cały czas tkwi mi w głowie, zinterpretujcie to po swojemu...
"Póki jesteś, jaki jesteś, masz to co masz"

piątek, marca 21

Baśń o syfonie, butelce i wcale niemłodym ogrodniku

Baśń o syfonie, butelce i wcale niemłodym ogrodniku

Dawno temu, w odległej krainie żyła pusta butelka i napełniony wodą syfon pod ciśnieniem. Otóż kochali się oni bardzo lecz dzieliły ich pewne fakty, które dla niektórych okazałyby się początkiem końca. Ale trwali w miłości do wody, nie była ona tania, a syfon jako jeden z nielicznych posiadał wspaniały dar. Mógł napoić każdego, w dodatku pod ciśnieniem!.
Butelka zazdrościła mu tak wspaniałego daru. Bardzo chciała mu dorównać, toteż postanowiła poszukać swojego źródła. gdy tak chodziła po okolicy, natrafiła na pewnego człowieka. Zaufała komuś, kto wypił jej całe wnętrze! ,ale po kolei. Oprawcą był znany ogrodnik Wehtam, skomplikowany gość, konsekwentny w czynach. Użył jej, napełnił a potem podlał swoje pielęgnowane od lat kwiatki, następnie postawił pustą butelkę na parapecie, w swoim pokoju.
Czuł do niej sentyment, podobała mu się, gdyż miała bardzo pięknie obrazki na etykiecie a w dodatku bardzo wyprofilowany środek. Solidny gadżet, mógł się przydać na przyszłość.
Butelka stała na parapecie w samotności wiele długich dni i nocy. Po cichu wierzyła, że znajdzie się ktoś kto ją uwolni od samolubnego ogrodnika. Pewnej nocy do posiadłości Wehtama zakradł się syfon. Nie był on wprawiony w takich działaniach, co okazało się zgubne już na samym początku swej akcji. Miast udać się drzwiami wejściowymi, wlazł niezdarnie kuchennym wejściem i...zauważył samotnie tańczącą w amoku butelkę. Zdziwiła się bardzo na jego widok i zapłakała ze wzruszenia. Syfon zdążył ją tylko pocałować, gdy do kuchni pewnym krokiem wszedł gospodarz.
Syfon ukrył się w jednej z szafek, dzięki czemu Wehtam nie miał możliwości dostrzeżenia niezgrabnego i ciągle przemokniętego syfonu. Budowa naszego miłosnego rycerza okazała się jednak zgubna. Po chwili przebywania w szafce zrobiło mu się gorąco i z jego otworu strugami wylewała się woda, nie potrafił powstrzymać tego, ze względu na budowę, nie mógł...
Wehtam jednak nie zauważył całego zdarzenia, choć można się domyślać że podświadomość pchnęła go do zabrania zagubionej butelki. Napełnił ją wodą i postawił na stole kuchennym gdzie powoli wysychała jej kolorowa etykietka. Tym samym zdobył jej zaufanie i odzyskała pewność siebie, znów chciała dostarczać kwiatom ogrodnika upragnionej ochłody.

A syfon cały czas siedział w ukryciu. Gdy cała zawartość jego butelki wylała się na zewnątrz niemal resztkami sił wyczołgał się na spotkanie z butelką. Teraz ona posiadała wodę a on w ukryciu szlochał i cierpiał za każdym razem gdy ją zobaczył. Ona postanowiła podzielić się zawartością z syfonem, dopiero gdy sprawdziła czy z którejkolwiek strony nie wychodzi ogrodnik, polubiła go na powrót ale cały czas trzymała z nim dystans...ogrodnik zajął się zbiorem

Syfon w milczeniu obserwował i nasłuchiwał ziemi,,,

K O N I E C





Aniu, twój nowy wiersz jest bardzo, bardzo dobry..no spróbuję podpowiedzieć nazwę. Niebawem spróbuję i ja przedstawić swoją wizję apokalipsy.

To w ramach wstępu, a teraz przejdźmy do rzeczy konkretniejszej. Zabawiłem się pewnego wieczoru i stworzyłem wiersz. A stało się to po lekturze Barańskiego . Po części zainspirowałem się również Szymborską.


„Katastroficzne wizje[czyli rozmowy zamknięte]”


Czymże byłaś, kiedy
[no właśnie, kiedy?, czy
To było wczoraj w szaleńczym śnie,
Czy tuż przed chwilą po kąpieli,
Czy razem z chlebem strawiłem cię ?
A może...po prostu...ujrzałem?]

Powtórzmy jeszcze raz.
Czymże byłaś, kiedy...
[Nie wybrałem ważnego
Punktu odniesienia mego-
O ironio! Przysiągłbym, że
Znów przed chwilą spotkałem Cię!
A więc teraz rzecz oczywista
Jesteś tu, kilometrów trzysta
Od Warszawy.]

Tym razem się uda.
Czymże byłaś, kiedy...
[Błąd. Skoro przed chwilą
Podpaliłem lont sunący w
Łatwopalną fantazję, nie realny kąt.
Źle oszacowałem czas spotkania,
Nie tu bije dzwon!, i nie bił tam.
Wobec tak cudnego sporu
Nie pozostaje nic, tylko...zniknąć]


Ha! A gdybym tak pisał w próżni ?
Z dumnym uśmieszkiem wystukuje znane
Słowa, celebruje każdy klawisz.

Czymże byłaś lub jesteś, kiedy....
Z niepohamowanym żalem
[Skoro tak czystą postać
Przyodziałem, nie ma nic
Prócz komfortu samotności...
A gdy nacieszę swoje...ups]
...W myślach

„Nie widzę nic prócz swego umysłu.
I wątpię gorzko w ludzkie wahania
Zamknięty szczelnie w agonii zmysłów
Odkładam na bok moje starania
Katastroficzne, cóż, po raz setny
Pozostał żal i widok mój szpetny.
Zatracam serce i myśli po to....
...By znów pochować najszczersze złoto.”

środa, marca 19

Walking In The Clouds

chciałem napisać łatwy w odczycie wiersz i jednocześnie dokładny w formie . Udało mi się, a efekt sami widzicie poniżej.

„Posążki”

Drepczą posążki za życia stawiane przez matki
Bezdomnych lawina wilków, wypuszczonych z klatki
Nie zgaśnie tląca się duma, nie ustaną kroki
A ziemia limfą i kurzem przeszywa ich wzroki


Podniebne na czczo modlitwy
Zaniedbywanych wciąż dziatek
Wypełnią pradawne doliny
I echem popłyną w nieznane


Kto widział tysiące krzyży
Na ziemię ciskanych szkaradnie
Ten w duchu spotka się bliżej
Z oszczerstwem zrzucanym bezwładnie


Swoboda wytacza swe działo, w stronę sąsiadów
Wiara bez znaczenia, człowiek nie znosi przykładów
Pogwałcą się dawne prawa, tożsamość przeminie
To chleb powszedni w nieznanej ,dziś bliskiej krainie



Jak wam się podobały wszystkie te lekcje z poezją w roli głównej ?. Jeszcze tylko Barańczak lub kilka egzemplarzy Tuwima i byłbym wniebowzięty. Było na prawdę ciekawie, przyznam że z przyjemnością słuchało mi się waszych wywodów, szczególnie Ani i Kasi.
I tak się zastanawiam, co by było gdyby te wszystkie utwory były sztampowo omawiane i tak na sucho bez krzty zaciekawienia.
Podobała mi się też ta polemika, mnogość interpretacji.
To by było na tyle. Nie mam dzisiaj weny na napisanie czegoś większego, zdrowych świąt :)

Edit : zapomniałbym :) . To takie małe wyzwanie dla ciebie Ania, otóż ja dałem swój wiersz [ a konkretnie W cichym...exodus] pani Radgowskiej, podobało się jej, po lekcjach mi go trochę skomentowała, także wiesz...teraz twoja kolej by się przełamać. Peace

środa, marca 12

"Miejski fitness"


Halo Halo!
Tym razem zacznę od nieco przerobionego zdjęcia, które ostatnio zrobiłem od strony balkonu, był to zachód słońca, ale tak na prawdę punkt kulminacyjny trwał tylko 5 minut, a ja na szczęście wyjrzałem przez okno w odpowiednim momencie.

Jest dobrze. Mamy ładną pogodę, Małysz zmienił trenera, Mandaryna wydaje nową płytę, Można poświęcić nasz wolny czas na naukę do maturki.
No ale to każdego prywatna sprawa, ja na ten przykład wspaniałomyślnie ułożyłem sobie terminarz wszystkich czynności, które muszę wykonać w ramach przygotowań do matury, nazbierało się tego trochę..
Muszę również przyznać, że jestem miło zaskoczony sytuacją na rekolekcjach. Już tylko jednostki ślepo zapatrzone w swoich przywódców uskuteczniają wiercenie się, rozmowy o pierdołach i inne olewki, smutne to jednakowoż, ale już tak nie razi. Pamiętam jeszcze czasy gimnazjum, oj oj, jak się zebrało hołoty to człowiek nie mógł się skupić na własnych myślach a co dopiero słuchać kazania i liturgii.

No koniec marudzenia, przejdźmy do meritum...czyli wiersza :D
jeden z tych świeżych, także wypuszczam go szybko, co bym nie pozmieniał za bardzo.
Special Thanks 4 ANIA P , za podrzucanie wierszy na przerwach :)
Trzymajta się !



„Nikczemna chwila”

A gdy już okna zamkną się
Wypróżnią wszelkie płomienne żale
Po tym jak na czczo znów połknę Cię
Oddam się całym sobą w karnawale

Teraz, więc widzisz, wina wiadoma
W odsłuchach bicia serca zadumałem
Swe myśli, fali odrzutów nie zatrzymałem,
Daremnie od celu oddalałem swe oczy

Choć iskra tej moralnej katastrofy
Gdzieś płonie w chaosie spraw wciąż załatwianych
I pisklę w ślepocie gorącej wykąpane
Na nowo , co chwilę wykluwa się

Ja piszę, świat płynie, w istocie chwiejące
Nogi stawia na bezludnych wyspach.
Kołacze , a drzwi wciąż zamknięte są
Lecz cóż może być warta ta nikczemna chwila ?.

11 Marzec

niedziela, marca 2

W murach tych było wszystko


Stało się to za pomocą mojej kochanej babci, po prostu pewnej soboty postanowiłem, że dawno nie widzieliśmy siebie na wzajem i że czas pograć w kości, pooglądać skoki, porozmawiać i obejrzeć stare zdjęcia. Gdy kończyłem wizytę, zostałem namówiony na Drogę Krzyżową , która miała się odbyć z taką pompą po raz ostatni, drugi. Długo się nie zastanawiałem, czasu w piątkowe popołudnia mam pod dostatkiem i nie licząc MAK'a nie robiłem nic. Dlatego też o 16 minut 19 pojechałem sobie do miasta i poszedłem na Drogę Krzyżową do Kościoła Przemienienia Pańskiego w Iławie, naturalnie wraz z babcią.

Zauważyłem pierwszą ciekawostkę kiedy wkraczaliśmy w wąskie przejście między blokami, a starsza pani z pasem przywitała babcię i zapytała czy idzie na drogę krzyżową. babcia tylko uśmiechnęła się i nakazała tej pani aby się pospieszyła bo o miejsce będzie trudno. W reakcji starsza kobieta pogoniła pieska i szybko udała się do domu, a było to 20 minut przed rozpoczęciem.
Po drodze mijały nas zadumane twarze , przeważnie starszych ludzi, którzy w małych grupkach szli raczej w powadze niż beztroskim usposobieniu. Czuć było, że niekonwencjonalna ponoć forma golgoty wprawiała w takie duchowe podekscytowanie, coraz bardziej cieszyłem się na tą okazję.

Kroczyliśmy ulicami w górę, aż wstąpiliśmy na charakterystyczną przedwojenną nawierzchnię, na przedmurze bardzo historycznego charakteru całego Kościoła. Jest on bowiem budowlą gotycką z renesansową wieżą i naznaczony piętnem wojny. Jak miło było ponownie wstępować w pachnące kadzidłem progi, dotknąć lodowatej wody z kamiennej kropielnicy. Snułem się na powrót pomiędzy ławkami
i ta kojąca cisza..
Ta cała otoczka i mistyczność sprawia, że w duchu pragnę niczego więcej niż spokoju..ale wypełnionego w kontemplacji, tu nie ma czasu na zachwianie skupienia. Siedzę w ławce i przyglądam się strukturze, zabytkom nigdzie indziej nie odnalazłem takiego klimatu.

Do meritum przeszliśmy łagodnie, wprowadziły nas odgłosy śpiewu chóru "Camerata".Na chwilę przed rozpoczęciem próba głosu dobiegła końca, że słychać było tylko szeptem odprawiane modlitwy, oraz skrzypienie otwierających się drzwi, kroczenie po kamiennej posadzce.
Wstaliśmy, Droga Krzyżowa jest to wspólne przeżywanie ostatnich godzin Zbawiciela, w tej wersji wierni pozostali w ławkach a Ksiądz [notabene proboszcz] przechodził wraz z ministrantami od stacji do stacji.
Istotą było jednak coś innego. Opisy poszczególnych stacji wypełnione były poezją, pełne metaforyki i symboli, czasem składające się z paru wyrazów. Oryginalne po raz pierwszy i na szczęście tego dnia nie ostatni.
"Czerwony kościół" wyposażony jest w arcy nowoczesny rzutnik w formie ekranu plazmowego[ niestety tezę swą popieram jedynie na domysłach i mogę się mylić], w każdym bądź razie jest on elektroniczny, duży i bardzo, bardzo wygodny. Wierni mogą w ten sposób przeczytać duże litery podczas śpiewania psalmów i innych pieśni religijnych. I tym razem było tak samo, ten gadżet jest główną zasługą faktu, że caluteńki Kościół śpiewał tego wieczoru piękne pieśni. Co do formy , przyznam że były również niebanalne, poetyckie.
Zdziwiłem się w momencie kiedy w trakcie jednej z pieśni rozległa sie...gitarowa solówka!, i to nie byle jaka. Do tego perkusja i bas, a wszystko dopiero przy końcu pieśni...takiego zakończenia nigdy bym się nie spodziewał. Poczułem lekkie mrowienie na plecach, śpiewałem dalej jak tylko najlepiej potrafiłem.
Nie pamiętam kiedy ostatnio mi się to zdarzyło, takiej swobody brakowało mi..to trochę taka jak pomoc głodującemu, wyzwolenie. Tego dnia pierwszy raz z taką pewnością siebie patrzyłem na babcie , a ona uśmiechnęła się do mnie i razem śpiewaliśmy, wszystko co tylko się dało...



Po co piszę takie rzeczy ?, nie, to nie jest kontrnotka do twoich publikacji boczek. Do wiary nie można przekonać, do niej trzeba dojrzeć, lub na nowo odkrywać. Dziękuję ludziom, którzy przyczyniają się do samokrytycyzmu i łapią w sieć podczas najgorszego z kryzysów.

sobota, marca 1

Impresje

„W murach tych było wszystko”

W murach tych było wszystko..
Tu chyba smaku nabrałem
Choć percepcja jeszcze ukryta
Ja już na pewno wiedziałem...
W nieznośnym płaczu, chór boski
Otoczyły mnie bliskich troski
W murach tych było wszystko!
Tu z grzechu się oczyszczałem


Pamiętam, nie sposób uciec
Od pędzącego rydwanu wspomnień
Człapałem w dymie pachnącym
W najdalsze zakątki powagi


A później na przekór innym
Zatrzymywała mnie bliskość światła
Z drogi powrotnej nie raz zbaczałem
By przystać i dotknąć ołtarza


To wtedy odkrywałem karty
Pod nieboskłonem znaków
Czas zrobił swoje i nagle
Zmieniłem punkt kontemplacji


Polały się raz złote róże
Na korpusy zrastających drzew
Tu podlewali korzenie
I uśmiech królował, i topił się gniew
Znów ogień rozpalił me serce
Na twarzach młodych rumieńce
Zaprzęgniętych koni tysiące
Porwało swe dusze do tańcu na łące


W murach tych było wszystko
Choć nic na to nie wskazywało...
Pamiętasz jak łzy swe roniłeś
Gdy Niebo już Ciebie żegnało ?


Odświętnie na sam koniec drogi
Już puste zostały ścieżki
Lecz mury z dzieciństwa, te same
Widziane z balkonu twej twierdzy
Okuty w misterne mniemanie
Dotykam chrzcielnicę śliską
Wstecz wracam aż nazbyt starannie
Bo w murach tych było wszystko...


Ostatni dzień lutego.