piątek, marzec 21

Baśń o syfonie, butelce i wcale niemłodym ogrodniku

Baśń o syfonie, butelce i wcale niemłodym ogrodniku

Dawno temu, w odległej krainie żyła pusta butelka i napełniony wodą syfon pod ciśnieniem. Otóż kochali się oni bardzo lecz dzieliły ich pewne fakty, które dla niektórych okazałyby się początkiem końca. Ale trwali w miłości do wody, nie była ona tania, a syfon jako jeden z nielicznych posiadał wspaniały dar. Mógł napoić każdego, w dodatku pod ciśnieniem!.
Butelka zazdrościła mu tak wspaniałego daru. Bardzo chciała mu dorównać, toteż postanowiła poszukać swojego źródła. gdy tak chodziła po okolicy, natrafiła na pewnego człowieka. Zaufała komuś, kto wypił jej całe wnętrze! ,ale po kolei. Oprawcą był znany ogrodnik Wehtam, skomplikowany gość, konsekwentny w czynach. Użył jej, napełnił a potem podlał swoje pielęgnowane od lat kwiatki, następnie postawił pustą butelkę na parapecie, w swoim pokoju.
Czuł do niej sentyment, podobała mu się, gdyż miała bardzo pięknie obrazki na etykiecie a w dodatku bardzo wyprofilowany środek. Solidny gadżet, mógł się przydać na przyszłość.
Butelka stała na parapecie w samotności wiele długich dni i nocy. Po cichu wierzyła, że znajdzie się ktoś kto ją uwolni od samolubnego ogrodnika. Pewnej nocy do posiadłości Wehtama zakradł się syfon. Nie był on wprawiony w takich działaniach, co okazało się zgubne już na samym początku swej akcji. Miast udać się drzwiami wejściowymi, wlazł niezdarnie kuchennym wejściem i...zauważył samotnie tańczącą w amoku butelkę. Zdziwiła się bardzo na jego widok i zapłakała ze wzruszenia. Syfon zdążył ją tylko pocałować, gdy do kuchni pewnym krokiem wszedł gospodarz.
Syfon ukrył się w jednej z szafek, dzięki czemu Wehtam nie miał możliwości dostrzeżenia niezgrabnego i ciągle przemokniętego syfonu. Budowa naszego miłosnego rycerza okazała się jednak zgubna. Po chwili przebywania w szafce zrobiło mu się gorąco i z jego otworu strugami wylewała się woda, nie potrafił powstrzymać tego, ze względu na budowę, nie mógł...
Wehtam jednak nie zauważył całego zdarzenia, choć można się domyślać że podświadomość pchnęła go do zabrania zagubionej butelki. Napełnił ją wodą i postawił na stole kuchennym gdzie powoli wysychała jej kolorowa etykietka. Tym samym zdobył jej zaufanie i odzyskała pewność siebie, znów chciała dostarczać kwiatom ogrodnika upragnionej ochłody.

A syfon cały czas siedział w ukryciu. Gdy cała zawartość jego butelki wylała się na zewnątrz niemal resztkami sił wyczołgał się na spotkanie z butelką. Teraz ona posiadała wodę a on w ukryciu szlochał i cierpiał za każdym razem gdy ją zobaczył. Ona postanowiła podzielić się zawartością z syfonem, dopiero gdy sprawdziła czy z którejkolwiek strony nie wychodzi ogrodnik, polubiła go na powrót ale cały czas trzymała z nim dystans...ogrodnik zajął się zbiorem

Syfon w milczeniu obserwował i nasłuchiwał ziemi,,,

K O N I E C





Aniu, twój nowy wiersz jest bardzo, bardzo dobry..no spróbuję podpowiedzieć nazwę. Niebawem spróbuję i ja przedstawić swoją wizję apokalipsy.

To w ramach wstępu, a teraz przejdźmy do rzeczy konkretniejszej. Zabawiłem się pewnego wieczoru i stworzyłem wiersz. A stało się to po lekturze Barańskiego . Po części zainspirowałem się również Szymborską.


„Katastroficzne wizje[czyli rozmowy zamknięte]”


Czymże byłaś, kiedy
[no właśnie, kiedy?, czy
To było wczoraj w szaleńczym śnie,
Czy tuż przed chwilą po kąpieli,
Czy razem z chlebem strawiłem cię ?
A może...po prostu...ujrzałem?]

Powtórzmy jeszcze raz.
Czymże byłaś, kiedy...
[Nie wybrałem ważnego
Punktu odniesienia mego-
O ironio! Przysiągłbym, że
Znów przed chwilą spotkałem Cię!
A więc teraz rzecz oczywista
Jesteś tu, kilometrów trzysta
Od Warszawy.]

Tym razem się uda.
Czymże byłaś, kiedy...
[Błąd. Skoro przed chwilą
Podpaliłem lont sunący w
Łatwopalną fantazję, nie realny kąt.
Źle oszacowałem czas spotkania,
Nie tu bije dzwon!, i nie bił tam.
Wobec tak cudnego sporu
Nie pozostaje nic, tylko...zniknąć]


Ha! A gdybym tak pisał w próżni ?
Z dumnym uśmieszkiem wystukuje znane
Słowa, celebruje każdy klawisz.

Czymże byłaś lub jesteś, kiedy....
Z niepohamowanym żalem
[Skoro tak czystą postać
Przyodziałem, nie ma nic
Prócz komfortu samotności...
A gdy nacieszę swoje...ups]
...W myślach

„Nie widzę nic prócz swego umysłu.
I wątpię gorzko w ludzkie wahania
Zamknięty szczelnie w agonii zmysłów
Odkładam na bok moje starania
Katastroficzne, cóż, po raz setny
Pozostał żal i widok mój szpetny.
Zatracam serce i myśli po to....
...By znów pochować najszczersze złoto.”

3 comments:

nitka pisze...

fajny ten wierszyk na zachętę.
a tej baśni to nie było już kiedyś przypadkiem? znam ją skądś.

bovaryzm pisze...

Mi też się wydaje, że już tą baśń czytałam. Nie dodawałeś jej już kiedyś?

Co do wierszyka, to najpierw przeczytałam "dzieci internatu" (3. wers) :)

znana pisze...

bardzo chcialabym skomentowac twoj wiersz ale jestem tak porazona ze nie potrafie...niesamowity cudowny piekny i co tam jeszcze...i tylko tak sie zastanawiam jaki to wiersz baranskiego tak cie zainspirowal podasz jakis tytul?
a basn na pewno juz gdzies byla pozdro