„W murach tych było wszystko”
Tu chyba smaku nabrałem
Choć percepcja jeszcze ukryta
Ja już na pewno wiedziałem...
W nieznośnym płaczu, chór boski
Otoczyły mnie bliskich troski
W murach tych było wszystko!
Tu z grzechu się oczyszczałem
Pamiętam, nie sposób uciec
Od pędzącego rydwanu wspomnień
Człapałem w dymie pachnącym
W najdalsze zakątki powagi
A później na przekór innym
Zatrzymywała mnie bliskość światła
Z drogi powrotnej nie raz zbaczałem
By przystać i dotknąć ołtarza
To wtedy odkrywałem karty
Pod nieboskłonem znaków
Czas zrobił swoje i nagle
Zmieniłem punkt kontemplacji
Polały się raz złote róże
Na korpusy zrastających drzew
Tu podlewali korzenie
I uśmiech królował, i topił się gniew
Znów ogień rozpalił me serce
Na twarzach młodych rumieńce
Zaprzęgniętych koni tysiące
Porwało swe dusze do tańcu na łące
W murach tych było wszystko
Choć nic na to nie wskazywało...
Pamiętasz jak łzy swe roniłeś
Gdy Niebo już Ciebie żegnało ?
Odświętnie na sam koniec drogi
Już puste zostały ścieżki
Lecz mury z dzieciństwa, te same
Widziane z balkonu twej twierdzy
Okuty w misterne mniemanie
Dotykam chrzcielnicę śliską
Wstecz wracam aż nazbyt starannie
Bo w murach tych było wszystko...
Ostatni dzień lutego.




1 komentarz:
Szczerze mówiąc ma problem ze zrozumieniem tego, co chciałeś przekazać. Nigdy nie byłam dobra w interpretacjach. dziwnie wygląda ten rym boski-troski, chyba jedyny w całym wierszu.
Prześlij komentarz