"Wypędzony"
Szybko palmy mosty ,
Co przed nami wyrosły,
Schowajmy swe głowy w piach.
Wędrują serca zbłądzone
I wprzód i w tył i wspak
A Ja lubię :
Wypuszczać korzenie daleko
Na nie podatny grunt, tylko po to,
By uschły.
Wtedy powracają na swoje miejsce;
Czekają wieczność, piją wodę ze źródła
Błędnego.
Więc gdy noc nastanie,
Posłuchaj wołanie
I oddaj się czczemu gadaniu.
Posłusznie skacz w przepaść,
Bo życie polega na dawaniu.
Sponiewierany przez los po raz setny,
Chwyta się płonącej ciszy,
Innymi słowy brzytwy.
Dusznego, spowitego mgłą pustkowia.
Pomięty tym razem na wskroś,
Ilekroć budzi go wrzask.
Z zaspanym wzrokiem uchodzi w kąt;
Ah, czas, ten płynący czas
Tak pewna swojej nicości.
I ona uchodzi w kąt
I chwyta się noża melancholii.
Gdzie kłębek myśli nie trafi na drugi,
Gdzie miłość nie przeniknie w złość,
A miejsca jak zawsze przednie.
Spektaklu życia nigdy dość.
Nadzieja wciąż rodzi się we mnie
Na podróż do teatru marzeń
Na bycie kimś ponad dźwiękiem
Wciąż zobaczyć pragnę więcej
W kącie krzyżuję ręce
Tym razem wygrała złość
Tylko tyle miałem wam dzisiaj do przekazania.




1 komentarz:
nic nie pobije cichego kręgu samotności...
Prześlij komentarz