czwartek, listopada 8

Czterech widzów na widowni

"Wypędzony"


Szybko palmy mosty ,
Co przed nami wyrosły,
Schowajmy swe głowy w piach.

Jak psy na ulicy strącone
Wędrują serca zbłądzone
I wprzód i w tył i wspak


A Ja lubię :
Wypuszczać korzenie daleko
Na nie podatny grunt, tylko po to,
By uschły.
Wtedy powracają na swoje miejsce;
Czekają wieczność, piją wodę ze źródła
Błędnego.


Więc gdy noc nastanie,
Posłuchaj wołanie
I oddaj się czczemu gadaniu.

Z latarką na plecach,
Posłusznie skacz w przepaść,
Bo życie polega na dawaniu.

"Czterech widzów"

Sponiewierany przez los po raz setny,

Chwyta się płonącej ciszy,

Innymi słowy brzytwy.

Dusznego, spowitego mgłą pustkowia.


Pomięty tym razem na wskroś,

Ilekroć budzi go wrzask.
Z zaspanym wzrokiem uchodzi w kąt;

Ah, czas, ten płynący czas

Za ścianą zaś wątła postać,
Tak pewna swojej nicości.
I ona uchodzi w kąt
I chwyta się noża melancholii.

Gdzie łzy nie połączą się z krwią,
Gdzie kłębek myśli nie trafi na drugi,
Gdzie miłość nie przeniknie w złość,

Tam teatr dla stałych klientów.
A miejsca jak zawsze przednie.
Spektaklu życia nigdy dość.

Nadzieja wciąż rodzi się we mnie
Na podróż do teatru marzeń
Na bycie kimś ponad dźwiękiem
Wciąż zobaczyć pragnę więcej

W kącie krzyżuję ręce
Tym razem wygrała złość



Tylko tyle miałem wam dzisiaj do przekazania.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

nic nie pobije cichego kręgu samotności...