sobota, czerwca 16

"Linkin Park has f*ing great fans in the world"



Witam i o zdrowie pytam.Cześć nie ma co jeść. Jeszcze żyję, lecz wciąż na widok tego co było[a było bardzo dużo] odczuwam dreszcze, tak samo jak pięknego dnia 13 czerwca podczas koncertu Linkin Park na stadionie śląskim w Chorzowie. W telegraficznym skrócie nie można oddać tak niezwykłego zdarzenia jakim był koncert linkinów w naszym kraju. Nie da się nawet opisać tego co działo się przed, w trakcie i po koncercie [ tunel :D, czekanie :D:D, powerade Joe'a :D:D:D]. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, dla reszty przedstawiam "krótką" relację widzianą moimi oczami.
12.06 godzina 20:30
Czas ruszyć na podbój śląska. Euforia jaka mnie ogarniała przypominała mi dawne czasy. Czasy rodzinnych wyjazdów, tego się nie da opisać co czułem, choć miałem obawy czy lp dojedzie, nie będzie alarmu bombowego, nalotu kosmitów, strajku i wiele innych shitów.
Po zapakowaniu się w "cyrku na kółkach" ruszyliśmy. Było nas 4. Do Katowic dojechaliśmy spokojnie, ja nie spałem więc pojawiła się pierwsza trudność i obawa o kondycję. Czas pokazał że obawy były nie potrzebne
13.06 godzina 4 coś tam
Pociąg się spóźnił [ czemu się nie dziwicie ? ]. Po drodze postanowiliśmy sprytnie oddać bagaże do przechowalni a tu lipa. Nie dość że czynne od 7 to o żadnych skrytkach czy innych cudów nie było mowy tylko jakiś zapchlony hol i stary koleś. Postanowiliśmy wziąć bagaże do Chorzowa

13.06 przed koncertami

Zmuliło nas dość szybko , co niektórzy spali smacznie na trawce pomiędzy badylami, a co niektórzy przeklinali na komórkę, która padła. Ja myślałem że o 5 to przed stadionem będzie co najwyżej ekipa budująca scenę. Wychodzimy na plac przed bramą 1, a tu surprise. Nie powiem żeby było ich dużo ale jakieś 30 osób na bank. Większość to fani LP, jak się później okazało posiadaliśmy przewagę również na koncercie. Gdzieś koło 11 było już nas duuużo, do dziś nurtuje mnie zachowanie ludzi czekających na wejście na betonie, w upale z 30 stopni że czacha dymi, zamiast kulturalnie w cieniu. To jak się później okazało nie było warte świeczki, gdyż my pofatygowaliśmy się dopiero o 13:30 aby zająć sobie cool position. I tak minęło 1,5 godziny aż do 15, co się działo potem to istny meksyk.

godzina 15:05. Ktoś rzucił hasło że nie otwierają bo nie potrafią :D. Jednak większości nie było do śmiechu. Pare osób już zemdlało, w kolejce czekali następni, brakowało powietrza, było parno a w dodatku straszny ścisk. I tak 3 godziny. Wyobrażacie sobie stać od 13do 16 w tłoku?..Na szczęście nie było wcale nudno. Poza głupimi tekstami typu: chamy :D, były jeszcze inteligentne rozmowy o kangurach, Czesiu, powietrzu i grach komputerowych…

W bani się nie mieści co czekało nas o 16..kiedy zaczęli wpuszczać myślałem że ze ścisku rzygnę albo gorzej, na szczęście moje „cool position” dało mi szansę wejścia w miarę szybko… Po 3 kontrolach na których zostawiłem powerade’a [szlag całe 3 ziko poszło w błoto, bo okazało się że nie można wnosić otworzonych butelek] ruszyłem pod płytę tunelem na dół i oto moim oczom ukazał się śląski od kuchni, widok fajny, jeszcze fajniej wyglądała scena.

Później nie pamiętam, ale chyba usiadłem i w końcu odetchnąłem świeżym, niczym nie skażonym powietrzem

17:00

Na pierwszy ogień Gutierez. Nie za bardzo wiem co mam napisać o tym jakże amatorsko grającym zespole, właściwie 30 minut zleciało bardzo szybko i już o 18 mogliśmy zacząć imprezę.

Coma zagrała fajnie, set taki sobie ale dało radę poskakać, rozgrzać głosy na LP. Zagrali m. Inn. Czas globalnej niepogody, spadam, święta, tonacja, system. 45 minut bogatego koncerciku, Rogucki i reszta ekipy prezentowali się dobrze, nawet aż za bardzo dobrze :D. Ok. 19:15 zrobiło się jakby ciaśniej, tłum z tyłu napierał coraz mocniej, jakiś ziomek obok szykował kamerkę, wszyscy niecierpliwie czekali na Linkin Park. Ekipa rozstawiała podesty , [ te na których zawsze stoi Phoenix i Brad, zeskakuje chaz itp.] i inne sprzęty długo. Uśmiałem się jak zobaczyłem tych ziomków z napisem crew na plecach jak zaczęli odmierzać miarą odległości od podestów. Ustawiali je chyba co do centymetra..profesjonalizm w każdym calu..w końcu LP to światowa gwiazda. Myślę że było coś ok. 19:30 kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki One Step Closer i na scenę po kolei weszli : Joe, Rob, Mike, Phoenix, Brad i Chester. To co wtedy zaczęło się dziać można określić jednym słowem: masakra. Już na wjazd parę małolat, które podczas ustawiania sprzętu skrzętnie pchały się pod scenę, zaczęło mdleć lub wychodzić z szalonego tłumu głodnych muzyki fanów. Nie dziwię się im, sam czułem się jak śledź w puszce, nie w oleju, ale w pocie swoim i innych. No cóż, cierp ciało jak żeś chciało…

Na uwagę zasługuje cudownie zagrane No More Sorrow, z chóralnym śpiewaniem refrenu przez rzeszę fanów oraz From The Inside – pierwszy raz od jakiegoś czasu widziałem Chestera tak skaczącego i miotającego się po scenie[ kojarzycie A place for my head z Live In Teras – było podobnie xD ]. Mike zagrzewał publikę do skakania, a Chester w roli wodzireja co chwilę odpalał z jakimś tekstem : a to że LP ma najlepszych fanów na całym fucking świecie, a to że gdyby nie fani to prawdopodobnie cały czas grali by w apartamencie Mike’a , że dobrze nas widzieć itp. Itd… Myślę że uwagę na siebie chciał zwrócić również Mr. Hahn, no bo jak wytłumaczyć takie zachowanie : rzucał pałerejdami, ok. widzieliśmy już polewanie wodą, plucie, rzucanie wody, ale nie całych , zakręconych, groźnych pałerów…jakby tego było mało to jeden z tych rzuconych zatrzymał się na lampie i prawie nie spowodował katastrofy…było ostro

Poza tymi ekscesami było w miarę spokojnie, grali standardową steliste, zabrakło tylko Given Up i Don’t Stay a otrzymalibyśmy RaR lub Lizbonę 07..Miałem to szczęście że stałem w grupie pod wezwaniem która składała się z samych fanów LP a nie kołkowatych fanów PJ [ sorry Tomek jeśli czytasz tego posta…ale niektórzy tacy byli] zamiast odejść albo chociaż poruszać się trochę to stali jak słupy i zasłaniali widok mniejszym osobnikom..było przyjść o 21 no nie ?...nie ma to jak logiczne myślenie, czasami boli, ale warto

Faint z nowym zakończeniem i było już po. Grali ok. 1h15 minut, pominąłem opisywanie poszczególnych piosenek, w moim wykonaniu każda wyglądała podobnie, kiwanie głową/skakanie/pogo/branie oddechu/śpiew/kiwanie głową/skakanie…Koncert był pierwszej klasy, jest nadzieja że jeszcze w tym roku zawitają do nas ponownie a więc zbierać kasę kto może i oczekiwać..tyle nam, fanom pozostaje, pozostaje także słuchanie lub oglądanie innych koncertów LP..co zaraz zrobię :D – peace!

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

genialna recenzja!

Anonimowy pisze...

Hej!
Na samym początku – fajna fotka :) Chester wygląda na niej wręcz bosko.
A teraz odnośnie samego posta. Fajnie, że zrobiłeś go w formie dziennika. To mi się podoba. Poza tym napisane żartobliwie, więc już w ogóle post ciekawy. Gratuluję lekkości pióra :)

Co do treści. Ja mówiłam, że kiedy przyjedziecie na stadion – będzie już gromadka ludu, a Wy nie wierzyliście w to, a bynajmniej tak mi się wydaje, że nie wierzyliście.. Ludzie na betonie, należy im się współczucie, zdecydowanie...(Gdzie oni mają mózg???)

Co do Comy – nie mogę się wypowiedzieć na ich temat, bo po prostu za nimi nie przepadam.
A sam koncert linkinów...Mmmm...Z pewnością był fantastyczny!!! „No More Sorrow” :) - musiało pięknie brzmieć na żywo. Zdziwiło mnie tylko to, że nie zagrali „Given Up”.
A fani PJ faktycznie się tak zachowywali jak opisałeś? Żenada, no sorry...Ale to, co zrobili – to...(...).
Chwile przed koncertem – były fajne, co nie? (żart) Ale myślę, że Linkin Park wynagrodziło te męczarnie :)

Karol, skąd wiesz, że lp może, może przyjedzie do Polski jeszcze w tym roku? (Skąd takie nadzieje?) Ja – szczerze mówiąc – wątpię w to...Serio. Ale jeżeli faktycznie pojawią się u nas – nie ma bata – jadę i koniec. Na 100%.
P.S. A stronki, której link mi przesłałeś – nie mogę otworzyć, bo serwer jest ciągle zajęty. Ale spoko loko, poradzę sobie z tym serwerzyskiem :D

A tak na marginesie – KAROL i BARTEK – ja wygrałam zakład! I co teraz? XD Hehe
Trzymaj się,
Pozdrawiam
LP – na zawsze J Fort Minor również :D

parachutist pisze...

1.Nie wszyscy fani Pj, ale co niektórzy to kołki
2.Gdyby wpuszczali jednocześnie to byśmy byli pod sceną, ale najpierw wpuścili bramkę 7 a my dopiero jakieś 30 minut później[jeżeli mówię źle to mnie popraw ktoś kto był]
3.LP planuje trasę koncertową na przełomie października/listopada po europie.Planują ok 30 koncertów. Ile z tego jest prawdy to nie wiem, nie pamiętam gdzie to wyczytałem..

Anonimowy pisze...

LINKIN PARK IS THE BEST!!!!!!!!!!!! Po koncercie ta muza nie wychodzi mi z bani. To bylo Piekne doświadczenie, po prostu piękne. Prawdziwe zetknięcie z prawdziwymi artystami i z prawdziwą sztuką. Peace and Love dla wszystkich prawdziwych odbiorców sztuki:P

Anonimowy pisze...

o nie jak jeszcze gdzies LP bedzie gralo w Polsce to pierwsza rezerwuje bilet!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

za lp nie przepadam ale na koncert m5 tez bym pojechala bez wzgledu na cene biletu i...inne trudnosci:)recenzja naprawde fajna, taka nietypowa mozna sie bylo wczuc w atmosfere... pozdro